przez palce przelatuje…

Wzięłam udział w wyzwaniu: 52 przeczytane książki w 2016 roku. I mam wrażenie, że to, jak i wiele innych spraw, udowadniają mi, że jestem beznadziejna…

Jakieś dwa tygodnie temu, może więcej, wzięłam udział w webinarium Pani Swojego Czasu. Chciałam się przekonać kim ona jest, o czym mówi i co sprawia, że tyle osób chce jej słuchać. Pani mnie przeraziła. Godzina późna, a ta w domu, elegancka, umalowana i na dodatek z energią. A ja, pomimo, że bardzo ciekawie mówiła na webinarium zasypiałam, na dodatek słuchałam jednym uchem bo starłam się uśpić jednocześnie córkę. Później na spokojnie przejrzałam stronę, podsumowałam w głowie to co usłyszałam. I dotarło do mnie, że ja jestem NiePanią swojego czasu….

Aktualnie czytam książkę, którą pożyczyła mi przyjaciółka. Tak na marginesie, to skąd ona wiedziała jakie książki nabyć i mi pożyczyć, by te dawały mi do myślenia i motywowały? Monika, dziękuję :*

To wracając do książki. Główna bohaterka trafia na coacha, który na ich pierwszym spotkaniu mówi o tym, że jeśli nie ma się schematu dnia, celu, to zaczyna nam uciekać czas. To ja mam opanowane – oczywiście nie to z planem, a z marnowaniem dni. Bo ja marnować czas umiem doskonale. Własnie zdałam sobie z tego sprawę. Mam tysiące wymówek, na to, że:

  • nie mam czasu się uczyć,
  • nie mam czasu posprzątać,
  • nie mam czasu ugotować,
  • nie mam czasu upiec ciasta,
  • nie mam czasu posegregować zabawki Tośki
  • nie mam czasu napisać maila,
  • nie mam czasu zadzwonić do przyjaciół,
  • ….
  • do rana mogę pisać na ile to rzeczy czasu mi brak…

 

2016-01-13 17.25.47

I tak sobie myślę, że powinnam coś z tym zrobić. Moje dni do monotonnych nie należą. Jednak ja nigdy nie robię sobie planów, a odkąd nie pracuję to nie mam nawet schematu dnia. Wszystko robię gdy nadarzy się okazja, bądź motywacja. Nie wie ile czasu bawię się z Tośką, a ile czasu spędzam na screnowania facebooka czy czytaniu w necie o sprawach, które mnie nie interesują. Na szczęście pilnuję się by przy Tośce to nie na telefon patrzeć, ale gdy tylko ona zajmie się sobą to ja już na fb jestem. Moją wielką pułapką są drzemki. Maluch nie śpi już codziennie, a jedynie czasem mu się zdarzy i nie wiadomo na ile. I ja w tedy sama nie wiem co z taka pauzą zrobić. Z reguły zanim wymyślę coś konstruktywnego to już dawno dziecię obudzone i wyspane.

2016-01-13 17.21.39

I po takich dniach ja jestem zmęczona, niezadowolona z siebie. A następny dzień podobny jest do poprzedniego. Moją ulubioną wymówką oczywiście jest dziecko. Kto zna to wie, że należy do tych aktywnych dzieci, które wymagają uwagi – np. ostatnio odkryła, że umie się wspinać po moim regale z Ikei. Tylko, że ja znam mamy z większa liczbą dzieci, takich co wymagają więcej czasu i uwagi. I te mamy lepiej sobie radzą z zarządzaniem czasu niż ja. Troszkę przyznam, że mi wstyd.

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią wygospodarować czas na rozwijanie swoich pasji, na to by pójść dalej. Bo ja zaczęłam się cofać. Idę wstecz ze swoim rozwojem, ze swoim własnym życiem. Boję się zaryzykować…. Ja?!

Pomimo, że ja bardzo nie lubię rutyny, to może jednak czas by to zrobić. Dla siebie, potem dla córki i męża, potem dla tych co są wokół. Bo tak dalej się nie da. I ja to bardzo dobrze widzę.

Tylko jak zacząć?

3 komentarze

  1. Ostatnio też czas ucieka mi przez palce ale tak staram się mieć plan na każdy dzień jakiś choć minimalny i się go trzymam…chyba ze mam plan na leniuchowanie 😛
    Spokojnie pomyśl jak spędzanie zazwyczaj dzień i spróbuj coś zaplanować i na pewno z czasem będziesz mistrzynią planowania 🙂
    My np za tydzień jedziemy na wakacje niby do przyjaciółki ale ja mam plan juz co gdzie i kiedy mniej więcej chce zobaczyć i wiadomo ze pogoda może mi popsuć cześć planów ale zazwyczaj realizujemy większość naszych planów 😉 zdarza się i coś spontanicznie nie mówię że nie albo całkowite lenistwo także nie łam się tylko zaczynaj działać 🙂

  2. Mogę się czymś podzielić, ze swojej perspektywy? Po pierwsze, na pewno nie jesteś beznadziejna. Tylko nadziejna. :-). Po drugie, wyzwanie 52 książki rocznie jest zwodnicze, nie ważne ile się ich przeczyta, tylko jakiej są jakości.
    Po trzecie: mnie też coś nie tak szło do niedawna z czasem. I dobrym, dla mnie pomysłem, było zidentyfikowanie pożeraczy czasu i nauczenie się robienia list, ale ja nie wychowuje małego dziecka, mimo wszystko nie zniechęcaj się! To, że Ci się nie udało, nie znaczy, że jesteś beznadziejna, znaczy, że działanie nie było trafne, i jeśli chcesz, masz chęć, można zmodyfikować to co w książkach napisane jest, albo powtórzyć. Pozdrawiam, życząc uśmiechu. I wytrwałości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.